This site uses cookies. You agree to the use of cookies, according to the current browser settings.Take the cookie policy. x

31.10.2017

"Stoimy w Kopenhadze - stolicy Danii. Szybka zbiórka na nabrzeżu - kierunek centrum miasta. Szerokie, pełne sklepów aleje wypchane ludźmi. Dochodzimy na plac przed ratuszem, obok wielkiego globusu, pomnika Ziemii. Tam przewodnik Martin rozpoczyna oprowadzać nas, jak i grupę ludzi z całego świata. Ozdobny ratusz przy tymże placu zwykle robi olbrzymie wrażenie, jednak podczas naszej wizyty niestety był w renowacji, przez co wszystko zasłaniały rusztowania budowlane. Skierowaliśmy się za przewodnikiem do pomnika Christiana Hansa Andersena, wyślizganego od nieustannego dotykania przez turystów. Jako jeden z bardziej znanych pisarzy jest on uwielbiany w Kopenhadze. Martin opowiadał, jaki pisarz był uczuciowy i wrażliwy. Potem poszliśmy ślicznymi uliczkami w kierunku jednego z najstarszych domów w Kopenhadze. Budynek jako jeden z niewielu, mimo że wykonany z drewna, nie spłonął w trakcie wielu pożarów. Usłyszeliśmy o przyczynach duńskiego szczęścia (Duńczycy to jeden z najszczęśliwyszych narodów). Filozofia Hygge opiera się na pielęgnowaniu poczucia bezpieczeństwa, radości, jedzeniu dużej ilości słodyczy, przede wsystkim czekolady. Potem poszliśmy na rynek, przy którym stoi najwyższa wieża w Kopenhadze. Po drodze usłyszeliśmy zabawną historyjkę, o tym, jak w Kopenhadze Duńczycy bezskutecznie próbują wybudować metro. Mówi się, że zostanie wybudowane w roku "2000 - hehe". Dostaliśmy troche czasu wolnego, żeby poćwiczyć "Hygge". Poszliśmy do sklepu, gdzie, zdegustowani cenami, kupiliśmy miejscowe napoje (najtańsze z dostępnych). Następnie udaliśmy się do jednej z piękniejszych części Kopenhagi - Nyhavn, malowniczy kanalik, gdzie stały żaglowce, a obok dom rodzinny Andersena. Poszliśmy wzdłuż kanału, aż doszliśmy do nabrzeża, skąd widać było masywną budowlę opery. Nie minęła nas krótka charakterystyka duńskiej gospodarki, opierająca się zasadniczo na jednej gigantycznej firmie - "Maersk". Tam właśnie stał Fryderyk Chopin. Pojawił się pomysł zażartowania z Martina, pytając go, co to za żaglowiec stoi przy nabrzeżu. Mimo dobrego planu nie dał się, zbywając pytanie odpowiedzią (zapytajcie tych, co mają polary z napisem "Chopin Crew"). Na koniec poszliśmy w kierunku pałacu królewskiego. Zatrzymaliśmy się na placu, otoczonym czterema domami, trzema nalężcymi do synów królowej i jeden należący do niej samej. Tutaj pożegnaliśmy się z Martinem, gdzie nagrodziliśmy go oklaskami, ponieważ cała wycieczka była bardzo interesująca. Ciekawie opowiadał, wtrącając zabawne anegdoty i historie ze swojego życia. Kopenhaga jest bardzo pięknym miastem, mimo tego, że płonęła wielokrotnie. Miejsce częstych najazdów, plądrowania i dewastacji. Jest to jedno z tych miast, które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto szuka wyjątkowych miejsc. Gorące pozdrowienia i do zobaczenia na szczycie kolejnej fali." Kacper Zięba